Додому Najnowsze wiadomości i artykuły Obalanie mitów: legendarne samochody, które są przereklamowane

Obalanie mitów: legendarne samochody, które są przereklamowane

Nie mówimy tutaj o samochodach „cytrynowych”. Żadnych uszkodzonych silników i zatartych skrzyń biegów.

Mówimy o tworzeniu mitów. O „świętych krowach”, przed którymi kłania się cały motoryzacyjny świat. Patrzysz na te samochody przez różowe okulary. Rzeczywistość? Trochę pomarszczony.

Każdy z nich ma swoje zalety. Prawdziwy. Ale ich reputacja jest zawyżona. Oczekiwania inflacyjne przekroczyły swoją rzeczywistą „kategorię wagową”. Teraz pękniemy te balony. Zacznijmy od tych, które nazywamy bezbłędnymi.

SUV, który nie lubi asfaltu

Land Rover Seria I. 1948. Pradziadek cywilnych pojazdów z napędem na wszystkie koła.

Czy jego sława jest zasłużona? Tak. Czy robi wrażenie? Tak, jeśli mieszkasz na farmie i chodzisz po błocie po kostki. Jeśli naprawdę założysz tę serię I do pracy w trudnych warunkach rolniczych, poradzi sobie z tym. Jednak twierdzenie, że jest to „jeden rozmiar dla wszystkich”, jest kłamstwem, które sobie wmawiamy.

Tak, można nim jeździć po asfalcie. Prawny.

Czy warto? Twój kręgosłup będzie narzekał. Zęby też. I nerwy. Sprężyny i rama zamieniają każdą dziurę w drogowy atak. Pamiętajcie, że to nie jest samochód, a specjalistyczne narzędzie do prac polowych. Zostaw to na polach, a będziesz szczęśliwy. Czy wjedziesz nim do miasta? Powodzenia, jeśli chcesz zachować swoje nadzienia.

Żuk, który nie był świetny

Chrząszcz żył 60 lat. Sprzedano 21 milionów sztuk. Fenomen oczywiście. Ale współcześni fani nie chcieliby dziś takiego samochodu w swoim garażu.

Wyobrażają sobie urok bez ceny.

Silnik z tyłu? W porządku, jeśli się poślizgniesz. Rozkład masy? Niebezpieczne, jeśli odpuścisz gaz na zakręcie. Nie wyznaczał standardów współczesnego bezpieczeństwa. Ustanowił standardy nostalgii.

W latach sześćdziesiątych XX wieku – w okresie absolutnej świetności w Stanach Zjednoczonych – samochód był anachronizmem. Delikatna konstrukcja. Zerowe systemy bezpieczeństwa. Hamulce, które straciły nadzieję, zanim nacisnąłeś pedał.

Ale on jest taki niezawodny! A może tak było? Być może pamiętasz, jak łatwo było to naprawić, kiedy w końcu się zepsuło. W końcu pojawił się Golf i świat odetchnął z ulgą. Wydawało się to krokiem naprzód. Ponieważ tak się stało.

Samochód sportowy, który nie był samochodem sportowym

M.G.B. Rok 1962. Kolejny klasyczny samochód, chroniony przed krytyką ze względu na wiek.

Pojawił się z nadwoziem skorupowym. Przyzwoita dynamika. Również? Pot. Ciężki układ kierowniczy, który stanowi wyzwanie na każdym zakręcie. Kaptur, z którego wyciekł olej na twoją najlepszą koszulę. Korozja czeka na każdym rogu. Brytyjski Leyland z tamtej epoki nie zawracał sobie głowy jego wymianą, bo, szczerze mówiąc, z rynku zniknęły inne samochody sportowe.

Do 1980 roku nie była to najlepsza opcja. To była jedyna opcja. Domyślnie żywy antyk.

Dlatego zapoczątkował boom na samochody klasyczne. Ludzie mylili niedobór z jakością. Potem przyszła Mazda MX-5. Dwie osoby z wiatrem we włosach, naprawdę cieszące się jazdą bez konieczności walki z rdzą. Udowodnił, że marzenie jest możliwe. Tylko nie w tym brytyjskim „wiadrze”.

Stylowy hamulec

Buicka Riviera. 1963.

Jim Parkinson narysował linie. Bob McCall udzielił mu głosu. Wyglądało jak statek kosmiczny lądujący na podwoziu Chevy Impala.

Piękny? Absolutnie. Niezaprzeczalny styl.

Ale dobry wygląd nie czyni samochodu szybkim. Ważył ponad tonę. Więcej. Silniki? Małe V6 lub V8, które brzmiały raczej nudno niż złowrogo. Układ kierowniczy wydawał się odrętwiały, całkowicie oderwany od drogi. To nie był samochód sportowy. To był tapicerowany egzemplarz pokazowy.

Pamiętamy zakręty. Zapominamy o utracie skuteczności hamowania na długich dystansach. Pomijamy fakt, że aby skręcić kierownicą potrzebne są obie ręce i pół godziny, aby poczuć jakąkolwiek zmianę prędkości. Styl był tutaj siłą napędową. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Jedyna rzecz, która pchnęła go do przodu.

Exit mobile version