Jeep przygotowuje się do wypuszczenia trzech nowych modeli SUV-ów. Jeden z nich nastawiony jest na segment B (kompaktowe crossovery), drugi zastąpi odchodzącego Renegade’a, a trzeci… stanie się bardziej budżetową alternatywą dla Land Rovera Defendera. Do 2030 roku europejska oferta Jeepa będzie składać się z pięciu modeli, które będą sprzedawane obok Avengera i Compassa. Matematyka jest prosta: amerykańska marka SUV-ów opiera się na ogromnych planach rozwoju Stellantis, co oznacza, że pojazdy te powinny się sprzedawać. I to w ogromnych ilościach. Żadnych modowych flagowców, tylko modele masowe.
Ale za tą eksplozją składu kryje się niewygodna prawda.
Jeep wyrzucił z brytyjskiej oferty modele Wagoneer S i Recon.
Nigdy nie pojawiały się u dealerów. W Europie jest to „martwy ciężar”.
A potem był Wrangler, duchowe centrum marki. Jego też tam nie ma. Normy środowiskowe zahamowały sprzedaż firmy w Europie, a przepisy bezpieczeństwa przybiły ją do trumny w Wielkiej Brytanii. Jeep twierdzi, że przetrwa raczej dzięki wielkości sprzedaży niż ikonografii, wlewając amerykańskiego ducha do pojazdów, które faktycznie mieszczą się w naszych garażach.
Zbudowany na wspólnej platformie
Najbardziej agresywnym posunięciem będzie kompaktowy SUV segmentu B. Do sprzedaży trafi w 2028 r. A może w 2029 r.
Będzie oparty na architekturze STLA One. To nowoczesna platforma firmy Stellantis, „szkieletu” używanego przez Peugeota i Fiata. Korzyści są oczywiste: elastyczność. Hybrydowy. Hybryda typu plug-in. Kompletny samochód elektryczny. Wszystkie opcje są możliwe.
„Mamy bardzo zaawansowane technologie. Mózg STLA. Inteligentny kokpit STLA. Sterowanie przewodowe (steer-by-wire).
Tak mówi Fabio Catone, szef Jeep Europe. Brzmi jak każdy inny frazes z komunikatu prasowego.
Zapytany, dlaczego warto kupić ten konkretny model, a nie samochód „pokrewnej” marki, Catone zmienił taktykę. Przyznał, że skala ułatwia życie. Ale Jeep dodaje „konkretne inwestycje” tam, gdzie ma to znaczenie. Specjalne materiały. Kąty ochronne 360 stopni. A co najważniejsze? Napęd na wszystkie koła w każdym modelu. Nawet na tym małym.
Model zajmie niszę nad Avengerem.
Będzie konkurować z VW ID.Cross, Fordem Pumą, Nissanem Juke EV i Skodą Elroq.
Jeep zamierza oferować większe możliwości terenowe, niż mogą marzyć jego konkurenci, ale elementy konstrukcyjne są czysto klasyczne Jeepa. Nakładki ochronne na zderzaki. Szorstki czarny plastik tam, gdzie wymagana jest wytrzymałość. Duże koła. Jasne kolory korpusu. Siedmiopaskowa osłona chłodnicy z napisem: Jestem w drodze od bardzo długiego czasu.
Spójrz na obrazy. Krótkie zwisy. Wysokie kąty natarcia i zejścia.
Wystarczająco szorstki, aby dojechać do domu w terenie, wystarczająco miękki, aby zabrać dzieci do szkoły. Większość nabywców w tym segmencie woli opony miejskie, a nie błotne, ale Jeep kładzie nacisk na możliwości terenowe.
A co z mocą?
Wersje elektryczne wymagają zasięgu wynoszącego około 420 km. Oznacza to zainstalowanie akumulatora o pojemności 40-50 kWh. Nie ma jeszcze żadnych informacji na temat pojazdów hybrydowych, ale nowy, trzycylindrowy silnik o pojemności 1,2 litra firmy Stellantis prawdopodobnie będzie standardem. Zadebiutował już w niehybrydowych Peugeotach, ale rozprzestrzeni się w całej grupie, prawdopodobnie napędzając hybrydy Jeepa z różnym stopniem wspomagania elektrycznego.
Napęd na wszystkie koła?
Oczekuje się inteligentnego systemu 4xe, w którym silnik elektryczny napędza tylną oś. Mogą pojawić się także dwusilnikowe pojazdy elektryczne. Ceny powinny zaczynać się od 30 000 funtów. Tani. To jest konieczne.
Duchy Ameryki
Dlaczego nie Wagoneer S?
Stellantis zmienił zdanie. Modele przeznaczone na rynek amerykański utknęły w momencie dostawy. Trudne warunki rynkowe? Może. Europejskie standardy? Prawdopodobne. A może europejscy konkurenci po prostu stworzyli lepsze akumulatory.
Wagoneer S miał konkurować z BMW iX3 czy Volvo EX90. Ale wersja amerykańska zapewniała zasięg ponad 300 mil.
Pięćset mil to nowa normalność. Model wygląda na przestarzały jeszcze przed premierą.
Rekonstrukcja była inna.
Silny. Zdolny. Duchem bliżej odchodzącego Wranglera. Jednak przewidywane wielkości sprzedaży były znikome. Liczby się nie zgadzały. Nie da się utrzymać marki samą pasją, gdy firma-matka wymaga rozwoju.
Jeep porzucił te importowane modele. Opierają się na samochodach montowanych w Europie, zgodnie z europejskimi standardami, z odrobiną amerykańskiej wytrzymałości wbudowanej w projekt techniczny, a nie importowanymi przez Atlantyk.
To bezpieczny zakład.
Rozsądny, mądry.
Czy Puma wygląda na zmartwioną?
Najprawdopodobniej nie.
Ale Jeep wraca do gry.
Mały. Tani. Z napędem na wszystkie koła. I jakoś nadal musi wyglądać, jakby znajdowało się na skraju urwiska, nawet jeśli jest przeznaczone dla pasa porannego ruchu.
