Zapomniany Mitsubishi Challenger Dodge’a

15

Nie każdy samochód ze słynnym logo na to zasługuje. Pod koniec lat 70. Dodge zademonstrował tę surową lekcję. Jeśli kochasz amerykańskie samochody typu muscle car, prawdopodobnie znasz Challengera pierwszej generacji. Prawdopodobnie znasz także trzecią generację, która będzie dostępna do 2023 roku — piętnaście długich lat hałasu i dumy z silnikiem V8.

Ale druga generacja…

Prawdopodobnie nigdy o nim nie słyszałeś. Albo nawet tego nie widzieli. I jest ku temu powód. To nie był samochód typu muscle car. Właściwie to nawet nie był Dodge. Przynajmniej nie całkowicie.

Przebranie z Sapporo

Rok 1978 nastąpił cztery lata po zaprzestaniu produkcji przez Dodge’a oryginalnego modelu. Zwrócili nazwę, ale odrzucili duszę samochodu.

Zamiast potężnych amerykańskich silników, kupującym zaoferowano tanie, nudne coupe montowane przez Mitsubishi. Opierał się na Galancie. W innych częściach świata to samo nadwozie było sprzedawane pod nazwą Mitsubishi Sapporo. To było mniej potężne. Mniej ekscytujące. Całkowicie obcy na rynku amerykańskim.

Oryginalny model nazywał się Dodge Colt Challenger. Gdybyś usunął emblematy, miałbyś typowego japońskiego sedana. Żadnych V8. Oryginalne sześcio- i ośmiocylindrowe silniki zniknęły. Zamiast tego był 2,6-litrowy, czterocylindrowy silnik rzędowy. Była też mniej znacząca wersja z silnikiem 1,6 litra i mocy 77 KM, która była produkowana zbyt krótko, aby pozostawić po sobie ślad. Większość z nich, wyprodukowana w latach 1970-1982, zgniła na podwórkach. Zapomniany.

Ocalały z Raleigh

W Raleigh Classic Car Auctions sprzedaje się obecnie ducha przeszłości. Ten 1980 Dodge Colt Challenger znajdujący się w Zebulon w Północnej Karolinie nie chce umrzeć. Licznik przebiegu pokazuje zaledwie 37 300 mil. Nieco ponad 60 tysięcy kilometrów. To tylko udoskonalenie japońskiego cudu inżynierii, który ma cztery dekady.

Uważa się, że od chwili opuszczenia salonu miał tylko dwóch właścicieli, może to być najczystszy i najlepiej utrzymany egzemplarz w Stanach Zjednoczonych.

Wygląda przyzwoicie. A to już coś znaczy.

Farba to dwukolorowa mieszanka czerni i srebra. Po bokach biegną żółto-czerwone przeszycia, przypominające neonowe blizny. Oryginalne 14-calowe koła nadal trzymają zawieszenie. Dziesięciolecia pielęgnacji zapobiegły rozpadowi samochodu.

Ale w środku robi się dziwnie. We wnętrzu dominuje szara tapicerka. Ale spójrz na siedzenia i karty drzwi. Wykonane są w szokujący wzór w kratkę w kolorze czerwono-biało-czarnym. Kontrastuje to z wyglądem zewnętrznym, ale paradoksalnie działa. Jak strój ze sklepu z używaną odzieżą, który w jakiś sposób wygląda stylowo.

To zdecydowanie nie jest samochód, w którym panuje adrenalina.

Ten czterocylindrowy silnik o pojemności 2,6 litra w 1980 roku wytwarzał 105 koni mechanicznych. Część tej mocy wyparowała. Natura podąża swoim torem, nawet przy wydajnych silnikach. Ale japońska niezawodność ma tendencję do przeżywania amerykańskiego ego. Samochód mógł poświęcić mięśnie na rzecz przeciętności, ale ten dziwny urok pozostał.

Czy kupujesz samochód dla tego, co jest pod maską, czy dla tego, kto podpisuje rachunek?

Być może wystarczy jedno logo.