Fusion JC7: elektryczny samochód sportowy napędzany Teslą, który zamienia się w odrzutowiec

4

Brzmi jak science-fiction. Przypomina mi szalony sen. Ale Fusion JC7 to bardzo realna rzecz lub przynajmniej poważna koncepcja istniejąca na papierze. Greg Brown, kalifornijski projektant i były pilot myśliwca, narysował tego potwora. Nie poprzestał na samym rysowaniu linii. Obliczył ciąg. Symulował aerodynamikę. Rezultatem jest hybryda, która plasuje się gdzieś pomiędzy supersamochodem o wysokich osiągach a lekkim samolotem.

W rezultacie powstał samochód, który przyciąga uwagę. Sylwetka nawiązuje do dziedzictwa włoskiego supersamochodu. Ostre zakręty. Agresywne lądowanie. W tylnym profilu dominuje ogromne tylne skrzydło. Ale tu jest problem. To nie pozostaje tak na zawsze. Kiedy wjeżdżasz na zwykłą drogę, aby jechać w ruchu, te ogromne skrzydła chowają się w boczne ściany. Część ogonowa składa się do góry. Znika w kratach. Samochód wygląda jak kolejny agresywny elektryczny GT.

Następnie pojawia się pas startowy.

Pod metalem: dwa silniki Tesli

Zapomnij o silnikach spalinowych. Fusion JC7 jest w 100% elektryczny na ziemi. Brown nie oszczędzał na skrzyni biegów. Zainstalował dwa silniki Tesli – jeden z przodu i jeden z tyłu.

Całkowita moc sięga 1000 koni mechanicznych.

To mnóstwo momentu obrotowego. Teoretycznie taka konfiguracja przyspiesza samochód od 0 do 100 km/h w mniej niż cztery sekundy. To jest poziom hipersamochodu. Ale jest niuans. Zasięg baterii w trybie drogowym to skromne 240 kilometrów. Nie będziesz na nim odbywał podróży międzymiastowych. Jest to zabawka na tor w ciągu dnia. Samolot odrzutowy w nocy.

Do nieba: silniki odrzutowe Williams FJ-33

Tryb przełączania. Silniki elektryczne milczą. Koła mogą się nawet zablokować lub schować (szczegóły są zamazane). Teraz w grę wchodzi wyposażenie samolotu.

Napęd zapewniają dwa silniki odrzutowe Williams FJ-33. To nie są małe zabawki. Każdy waży około 140 kilogramów. Jeśli brzmi to znajomo, to nie bez powodu. Te same silniki są zainstalowane w Cirrus Vision SF50. Jest to kompletny, certyfikowany lekki odrzutowiec. Przeznaczony jest dla sześciu pasażerów. Lata bezpiecznie. Lata szybko.

Zainstalowanie ich na podwoziu samochodu powoduje, że rzeczywistość staje się krucha. Ale spójrzmy na liczby, które twierdzi Brown.

W trybie lotu Fusion JC7 dąży do osiągnięcia prędkości przelotowej ponad 830 km/h. Rezerwa mocy wzrasta do 1200 kilometrów. Aby przewieźć taką ilość paliwa, kadłub potrzebuje ponad 1000 litrów nafty.

Problem z wagą

W tym miejscu inżynieria staje się skomplikowana. Nafta jest ciężka. Silniki odrzutowe są ciężkie. Dodanie silników o masie 140 kg do elektrycznego podwozia o mocy 1000 KM. znacząco zmienia dynamikę.

Brown nie stwierdza bezpośrednio, czy parametry elektryczne zachowują swoje parametry przy przenoszeniu dodatkowej masy. Czy silnik elektryczny o mocy 1000 KM będzie w stanie skutecznie poradzić sobie z oporem powietrza i ciężarem konstrukcji kadłuba samolotu odrzutowego? Prawdopodobnie nie. Zasięg elektryczny prawdopodobnie zniknie ze względu na ciężar konstrukcyjny komponentów samolotu.

„Samochód został zaprojektowany tak, aby wtapiać się w ruch uliczny aż do dotarcia do pasa startowego.”

To nie jest tylko samochód ze skrzydłami. To jest zrobić

Wygląda jak zabawka. Kosztuje 2,5 miliona dolarów. Fusion JC7 to koncepcja, która sprawi, że zakwestionujesz swój plan emerytalny, zanim w ogóle przeczytasz specyfikację. Ale projektant Greg Brown nie tylko rysuje ładne linie na tablecie. Stanowi podstawę dla pojazdu, który zaciera granicę między supersamochodem a lekkim samolotem.

Główna przeszkoda dla każdego latającego samochodu? Lądowanie.

Większość entuzjastów martwi się startem. Projekt Browna rozwiązuje problem lądowania przy poziomie automatyzacji, który wydaje się wręcz leniwy. Nie potrzebujesz setek godzin w kokpicie, żeby wylądować. Automatyczny układ hamulcowy i zawieszenie o dużej wytrzymałości pochłaniają ogromne ilości energii kinetycznej. Wynik? Droga hamowania jest mniejsza niż 800 metrów. To niewiele. Oznacza to, że możesz używać JC7 na większości standardowych lotnisk, a nie tylko na dedykowanych pasach startowych z pasami milowymi.

Czas to dobro luksusowe

Kto to kupuje? Nie dla kogoś, kto potrzebuje samochodu, żeby dojeżdżać do pracy. To jest dla osoby, która ma pieniądze do wydania i, co ważniejsze, czas do wydania.

Propozycja jest prosta: efektywność. Jedziesz samochodem w drodze na lotnisko. Żadnych korków, żadnego czekania w kolejce do taksówki. Następnie przełączasz tryb i lecisz. Przy dużej prędkości podróżnej znaczne odległości można pokonać w około 40 minut. Tu nie chodzi o adrenalinę związaną z lataniem. Chodzi o przybycie przed rozpoczęciem spotkania.

Od deski kreślarskiej do tunelu aerodynamicznego

Koncepcje zwykle umierają na slajdach programu PowerPoint. JC7 walczy o przetrwanie. Brown współpracuje z Corvid Technologies w celu przetestowania trybu samolotowego. Nie tylko zgadują wskaźniki wydajności. Aktywnie mierzą współczynniki oporu i ograniczenia kąta pochylenia. To poważna inżynieria, a nie marketingowy szum.

Wiedzą o tym także naukowcy z Uniwersytetu Stanforda. Prezentacja przykuła ich uwagę, co jest poważnym sygnałem w kręgach lotniczych. Potwierdzenie akademickie nadaje wagę projektowi.

Połączenie z silnikami odrzutowymi

Greg Brown twierdzi, że latanie nie jest nawet najtrudniejsze. Główne podzespoły odzwierciedlają te stosowane w małych odrzutowcach biznesowych. Jeśli rozumiesz, jak działa lekki samolot, rozumiesz konstrukcję kadłuba JC7. Wyzwaniem inżynierskim jest integracja, a nie wynalazek.

Dlaczego więc jeszcze się to nie wydarzyło?

Pieniądze.

Koszt opracowania wynosi około 20 milionów dolarów. To duże wyzwanie dla każdego startupu. Jednak po otwarciu formy cena jednostkowa spada do „przystępnych” 2,5 miliona dolarów. Za ułamek ceny Gulfstreama otrzymujesz samochód, który może również latać.

Technologie już są. Fizyka się zbiega. Brakuje tylko kapitału na przekształcenie prototypu w produkt. Jeśli środki zostaną przekazane, nie ma ograniczeń. To po prostu Twoja następna podróż.